Star Wars: Rebels - zakłócenia w Mocy

Kategoria // Felietony i artykuły    piątek // 28/09/2014    czytany 1865 razy    Autor //
Star Wars: Rebels - zakłócenia w Mocy

Po niedawnych zmianach w kanonie, wszyscy fani "Gwiezdnych Wojen" czekali na nowy serial animowany, który ma być jedną z pierwszych produkcji zgodnych z nową historią tworzoną przez Disney'a. Obejrzałem pilota i przyznam, że czuję zakłócenie w Mocy…


Poważnie, jestem załamany.

Jeśli cały rozwijany od dekad EU został wywalony do kosza, po to aby jego miejsce w kanonie zajęły seriale pokroju "Clone Wars" i "Rebels" to jestem mocno zaniepokojony przyszłością sagi "Star Wars".

Wiadome było od dłuższego czasu, że po przejęciu marki przez Disney'a, skręciła ona mocno stronę młodzieży - czego dowodem jest nowy serial "Rebels", powstały dzięki sukcesowi "Clone Wars". Po obejrzeniu "Spark of Rebellion" można śmiało stwierdzić, że serial jest dla półgłówków. Jeśli wszystkie następne odcinki będą trzymać poziom pilota, to nie widzę sensu tego oglądać.

"Spark of Rebellion" to kłębek sprzeczności, głupoty i ogromnej dawki patosu. Dawki tak mocnej, że płakałem jak to oglądałem. Producenci animacji zapewne też, bo nie wyobrażam sobie jak słabą trzeba mieć wyobraźnię, aby dopuścić do emisji bajeczkę z tak naiwną fabułą, że aż trudno nie łapać się za głowę.

Przykładów głupoty jest tu sporo. Poczynając od szturmowców, którzy nigdy nie potrafią trafić do celu, to teraz zamiast strzelać do wiszącego nad nimi statku - wolą nawalać w metalowe skrzynie (chybiając oczywiście). Pomimo, że stanowią szczelny kordon, każdy może spokojnie między nimi przejść niezauważony. Bohaterowie poruszają się po galaktyce jakby to była mapa na stole, podróżując w hiperprzestrzeni i nawet zmieniając kurs będąc nadal wewnątrz! Brak tutaj głębszego sensu - ot muszą ratować ledwo co napotkanego chłopca, a potem bandę Wookiech ryzykując życiem wszystkich na pokładzie. Po drodze gadają o bzdurach, a dialogi są tak niskiego i żenującego poziomu, że w "Clone Wars" było lepiej. Generalnie podczas 42 minut czasu antenowego załatwiają wszystkie sprawy i rozwiązują każdy nawet najbardziej palący problem. Nic nie szkodzi, że mają przed sobą niszczyciel Imperium wypełniony po brzegi szturmowcami - im wystarczy trzech typa, by odbić każdego więźnia… cóż… trochę to przypomina nową nadzieję.

Co najlepsze - pilot ma 42 minuty, ale przecież jest to odcinek złożony z dwóch części. Czyli rozumiem, że producenci będą widza raczyć co tydzień rozwiązaniem skomplikowanego problemu z zakończeniem typu "happy end" w 21 minut? Sweet!

Domyślam się, że mały Ezra to odpowiednik Luke'a. Kanan Jarrus to odpowiednik Hana Solo z mieczem świetlnym. Zeb robi za typowego mięśniaka, czyli Wookiego - producenci sami to przyznają. Sabine Wren z kolei to przebudowana na dzisiejszą modłę odpowiedniczka księżniczki Lei. Droid - wiadomo. Twi'lekanka jest dodatkiem naszych czasów - efektem ubocznym poprawności politycznej - silna kobieta, posiadająca smykałkę do pilotażu i do tego dobry mechanik - ja bym jeszcze zaryzykował stwierdzenie, że wzorowano ją na pilocie Wash'u z "Firefly". Ścigać ich będą Agent Kallus i tajemniczy Inkwizytor, którzy obaj są widocznie wzorowani na postaciach z klasyki - Vaderze, Tarkinie, Veersie. Ale to nie wszystko! Jakby brakowało, że postacie są płaskie i bez polotu, to dodatkowo animowane jak gumowe ludziki. Ich ciała są niesymetryczne, kompletnie niezgodne z fizjonomią. Lepiej już było w "Clone Wars".

O ile wspomniany przed chwilą "CW" mógł czerpać garściami z nowej trylogii (1999-2005) i nawiązywać do wielu pobocznych wątków, to "Rebels" wydaje się czerpać z banku zupełnie nowych pomysłów - tworzonych przez ludzi nieczujących klasycznego klimatu. Jedyną wspólną cechą ze starą trylogią są zbroje szturmowców i niszczyciele Imperium. Cała reszta jest jakby nowa i mało znana. Do tego z uwagi na kiepską grafikę postaci - mało przekonująca i pozbawiona zarówno klimatu klasycznej trylogii jak i tej nowszej, by nie obrazić kompletnie twórców - klimat miał nawet "Clone Wars".

Żerowanie na popularności klasyki i nawiązania do znanych motywów to kiepski pomysł, ale niestety obecnie bardzo modny. Przykładem jak tego nie robić niech będzie serial "Star Trek: Enterprise", którego fabuła niemal w całości odnosiła się do schematów znanych z wcześniejszych serial, a w ostatnich sezonach bez zażenowania kopiowano wręcz rozwiązania z "TOSa". Producenci wykorzystują strategię tasiemca i jeśli będą w dużej ilości nawiązywać do znanych schematów - przykładem niech będzie postać Kenobiego (obie trylogie, "Clone Wars") - to widzowie będą nadal kontynuować oglądanie w nadziei odnalezienia połączeń fabuły. Tutaj nie bez powodu podałem przykład Kenobiego, ponieważ w "Zemście Sithów" nagrywa on komunikat do wszystkich Jedi w galaktyce. Z tego co sugerowano w filmie zawierał kilka słów, z uwagi na krótki czas pomiędzy scenami. Tymczasem młody Ezra słucha tego komunikatu i jest to ciepły, pełen wzniosłych bzdetów elaborat mający na celu chyba wyciśnięcie łez z Jedi, niż zahartowanie ich ducha.

Serial zapowiadał się ciekawie, choć nie miałem wątpliwości, że będzie poziomem zbliżony do poprzedniej animacji spod znaku SW. Plakaty rekrutacyjne Imperium, krótkie zajawki dawały przedsmak ciekawej historii, której akcja dzieje się w świecie "Gwiezdnych Wojen" jeszcze przed umocnieniem się Rebelii. Przypuszczenia potwierdziły się, ale poziomem przekazu jestem po prostu zażenowany.

O co chodzi? Serial opowiada o wymieszanej rasowo grupie buntowników działających na przekór Imperium, która szmugluje żywność, porywa broń, sabotuje operacje wojskowe, ratuje z opresji jeńców. Kanan - były padawan, Sabine, Hera i Zeb oraz ich przeuroczy droid astrometryczny, podczas jednej z misji wpadają na młodego Ezrę krzyżującego ich plany porwania dostaw broni. Chłopak zabiera się z nimi na krótki lot w przestrzeń, jednak nie zdaje sobie sprawy, że podąża za nimi imperialny niszczyciel. Ezra musi zdecydować, czy chce prowadzić dalej próżne życie, czy może przyłączyć się do bezinteresownej grupy walczącej w słusznej sprawie.

Martwi mnie tylko fakt, że luka pomiędzy epizodami III i IV jest tak duża, że serial jak ten będzie można ciągnąć dekadami…

Ostatnie książki

Ostatnie filmy

Ostatnie komiksy

Ostatnie seriale

wydarzenia-fb

poletko

przeczytane

obejrzane

europa-antyk

europa-korona

star wars legends

star wars nowy

potter

ender

wiek xx

prawdziwe historie

O mnie

Autor bloga popkulturka. Lubi czytać książki, oglądać dobre filmy, z natury niewolnik serialowych tasiemców. Wielki fan scifi, ale tylko wyższych lotów. Obecnie z braku dobrego scifi, amator książkowego universum Star Wars oraz wszelkiego fantasy, ponadto powieści historycznych z epoki antyku i renesansu.

więcej »

kontakt | polityka prywatności i ciasteczek

social0social01