Strzeszczenie książki na dużym ekranie: Gra Endera

Strzeszczenie książki na dużym ekranie: Gra Endera

Rzadko zdarza się, aby autor wyraził zdziwienie z powodu podjętych przez wytwórnię kroków. Orson Scott Card uznał Grę Endera za najtrudniejszą powieść do ekranizacji będącą w jego dorobku. Po raz pierwszy zgadzam się z jego wypowiedzią w 100%.

Kategoria // Science Fiction    31/10/2013    czytany 7425 razy    Autor //    Ocena: +3/6
Strzeszczenie książki na dużym ekranie: Gra Endera

Żadne efekty nie sprawią, że film będzie mieć jakikolwiek sens. A tych w filmie jest sporo i robią piorunujące wrażenie. Ale zacznę od początku…

Jestem fanem książek, z dużym naciskiem na science fiction. Całkiem niedawno sięgnąłem po książkę Orsona Scotta Carda – Gra Endera. Było to nieco wymuszone zbliżającą się premierą filmu na bazie powieści, ale szczerze mówiąc nie żałuję w ogóle. Powieść jest niezwykle udana – na jej temat rozpisałem się tutaj.

Wybierając się do kina byłem pewien, że wielu aspektów książki na ekran nie da się przenieść, w związku z czym film będzie opowiadaniem wypełnionym efektami, którego akcja rozgrywa się na jednej płaszczyźnie. Tak się oczywiście stało. Byłem o tym przekonany już po kilku scenach, które następowały po sobie tak szybko, że gdybym nie czytał książki w ogóle nie zrozumiałbym, o co w tym chodzi.

Adaptacja filmu to zaledwie pierwszy krok. Grę Endera porównuje się do sagi o Harrym Potterze – rzecz jasna „w kosmosie”. Saga składa się z wielu tomów i ciekawych wątków, jednak w porównaniu z ekranizacją Pottera pierwszy film sprawia wrażenie jedynie streszczenia książki. Film nie ma nic wspólnego z opowiadaniem historii Endera, skoro wycięto z niej wiele ważnych wątków, a inne po prostu zredukowano do minimum lub potraktowano po łebkach.

Za kamerą stanął Gavin Hood, o którym myślałem, że już przepadł po X-Men: Geneza Wolverine, ale o dziwo nie! Kręci dalej i nawet pisze, o zgrozo, scenariusze!

Najważniejszym błędem filmu jest niemal całkowite pominięcie rodzeństwa Endera. Siostra, co prawda, pojawiła się na chwilkę, ale ich brata mogli sobie równie dobrze podarować. A przecież ta dwójka miała swój własny epizod w całym tym zamieszaniu. Można powiedzieć, że skoro ze scenariusza wyleciał wątek Ziemi i jej problemów, to przecież nic wielkiego się nie stało. Faktycznie – dla widza w kinie nie jest ważne, co na Ziemi się dzieje, bo przecież nikt nawet nie miał czasu, by spojrzeć w jej stronę.

Sam Ender wydaje się nieco na wyrost. Jest wyższy od wszystkich „równieśników”, a przecież wg książki ma zaledwie sześć lat. Tutaj jest już młodym mężczyzną i tylko czekałem na jakieś sceny erotyczne podczas ćwiczeń z koleżanką, ale na szczęście oszczędzono mi tego żenującego spektaklu. Swoją drogą Bonzo nie był dla niego żadnym autorytetem, mógł tego starszego od siebie dzieciaka rozsmarować po ścianach jak dżem na kanapkach i nikt by tego nie miał mu za złe. Jeszcze by mu podziękowali.

Akcja filmu pędzi tak szybko, że widz nie ma czasu na zastanawianie się nad lukami w historii – a niestety, jest ich sporo. Miejscami wycięto tak wiele, że dwa zazębiające się bloki sprawiają wrażenie, jakby nie miały kompletnie sensu. Pominięcie ważnych dla fabuły wątków poprzednich wojen z Formidami - tutaj wspomina się tylko o jednej. Ograniczenie ilość bitew w szkole wojennej do minimum podpowiada, że młodzi rekruci wyssali musztrę z mlekiem matki, a strzelania uczono ich już w kołysce. Streszczeń w filmie jest tak wiele, że oglądając go bez zegarka byłem pewien, iż na ostatnie pół godziny reżyser planuje coś wyjątkowego.

Jedynym pozytywnym aspektem jest wątek głównego bohatera, który dzięki koncentracji wszechobecnych kamer i uwagi innych bohaterów sprawia, iż jest centralnym obiektem zainteresować zarówno kolegów, przełożonych jak i widzów. A przecież gra młodego Asy Butterfielda do najlepszych nie należy. Mimo wszystko jest w nim coś, co pozwala sądzić, że będzie obiecującą gwiazdeczką za kilka lat. Aktor wypadł w roli młodego i zagubionego żołnierza na poziomie. Cały wątek psychologiczny jego osoby wypadł wiarygodnie, a on – pomimo swojego geniuszu, nadal zachował najważniejsze cechy swojej osobowości.

Jest oczywiście wiele pytań, które rodzi wątek manipulowania losami Endera. To najciekawszy elementy, który przeniesiono z książki do filmu. Film jednak sprawia, że jego niesamowity geniusz nie objawia się powoli jak przedstawia to powieść, tylko z zaskoczenia. W tym przypadku sam tytuł książki zdradza wiele. Bowiem czytając powieść i mając ten spoiler przed oczami nie jesteśmy w stanie poskładać puzzli w całość z uwagi na rozwleczone i rozbudowane wątki oraz dodatkowo te, które z filmu wycięto (Lock i Demostenes). Film pozbawiony tych elementów staje się niemal oczywisty od samego początku. Jedna ze scen, gdy Graff obserwuje raport dotyczące floty wskazuje ilość dni pozostałych do ostatecznej rozgrywki. Jasne stało się wówczas, że czasu za dużo nie ma. Dlatego też na końcu bardzo zabrakło mi wyjaśnienia, co tak naprawdę stało się w finałowej scenie. Nikt nie powiedział słowa „symulacja”, po prostu… duży zawód. Widzowie, którzy zostali zaskoczeni akcją mogą sobie nie poradzić z rozwikłaniem finałowej intrygi.

Dla osób, które czytały książkę film będzie streszczeniem fabuły. Może nie do końca zawodem, bo przecież jest on technicznie doskonały. Efekty specjalne są niesamowite i robią ogromne wrażenie tam, gdzie reżyser nie ma nic do powiedzenia. Osobiście tak właśnie wyobrażałem sobie ziemską flotę. Statki były niesamowite, ogromne i potężne. Sceny walki w kosmosie są dopracowane w każdym calu, ujęcia zapierają dech w piersiach. Ale nawet one nie przykryją tego pośpiechu, który towarzyszy historii od początku. Jako fan powieści czuję niedosyt. Zapewne wiele osób czytających książkę przed filmem poczuje to samo. W tym przypadku mam jedną radę dla wybierających się na ten film (albo noszących się z zamiarem obejrzenia w domu) – książkę przeczytajcie po filmie. Dzięki niej poznacie świat Endera dokładniej, a i też nie doznacie tego dziwnego dysonansu poznawczego, jaki był udziałem mojej wizyty w kinie.

 

ender-soundtrackNa uwagę zasługuje również ciekawy soundtrack Steve’a Jablonsky’ego. Utwory są spokojnie, stanowią świetny podkład do scen, zwłaszcza batalistycznych w szkole wojskowej czy przerywników do ujęć w kosmosie. Tam gdzie trzeba przebijają się wzmocnionym brzmieniem do świadomości widza.

Polecam przede wszystkim: 
Ender’s War
The Battle Room
Command School
The Way We Win Matters

Albumu składa się z 21 utworów, całkowity czas trwania - 70 minut.

Galeria

View the embedded image gallery online at:
http://popkulturka.com/filmoteka/392#sigProGalleriaf1a9a060ae

Więcej książek na półce: Science Fiction

Captain America: Pierwsze starcie
Transformers 3
Transformers: Zemsta upadłych
Transformers
X-Men: First Class
X-Men: Ostatni bastion
Hellboy II: Złota armia
X-Men United / X2
Początek pewnej legendy: X-Men
Thor: Mroczny świat
Thor - bóg piorunów
Porażka dekady: Daredevil
Strzeszczenie książki na dużym ekranie: Gra Endera
Riddick
Kroniki Riddicka (The Chronicles of Riddick)
Spider-Man
Incepcja (Inception)
Elizjum (Elysium)
X-Men Geneza: Wolverine
The Wolverine
Pacific Rim
Superman: Powrót (Superman Returns)
Człowiek ze stali (Man of Steel)
1000 lat po Ziemi (After Earth)
Star Trek: The Wrath of Khan (Gniew Khana)
Star Trek: w ciemność
Star Trek XI
Iron Man 3
Niepamięć (Oblivion)
Intruz (The Host)
2001: Odyseja kosmiczna
John Carter
Star Wars: Część III - Zemsta Sithów
Mroczne cienie
Księga ocalenia
Dredd 3D
Looper - Pętla czasu
Resident Evil... ile jeszcze?
Hulk, po prostu Hulk
Judge Dredd
Iron Man 2
The Incredible Hulk
Iron Man
Total Recall 2012, czyli jak pogrzebać legendę
Green Lanter Extended
Superman III
Prometeusz
Mroczny Rycerz Powstaje
Mroczny Rycerz
Batman - Początek
Man-Thing w formie taniego horroru
Naprawdę Niesamowity Spider-Man
Hellboy - demoniczny bohater
Spawn
Spider-Man 3
Watchmen - Who watches the watchmen?
Spider-Man 2
Blade: Mroczna trójca - tragiczny finał trylogii
Fantastyczna Czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera
The Avengers
Battleship - gra w statki z kosmitami
Iron Sky
Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
Godzilla 2014
Godzilla 2014
X-Men: Przeszłość, która nadejdzie
Niesamowity Spider-Man 2 już nie taki niesamowity...
Transformers: Wiek zagłady
Dawca pamięci
Interstellar
Ghost Rider
Jupiter Intronizacja
Strażnicy Galaktyki
Avengers: Czas Ultrona
Mały, ale wariat - Ant-Man
Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów
Batman v. Superman. Świt sprawiedliwości
Sebastian

Sebastian

Autor serwisu sajfaj.net i bloga popkulturka. Lubi czytać książki i od czasu do czasu wybrać się do kina na dobry film.

Kiedyś członek fandomu Star Trek w Polsce. Obecnie kibicuje Ciemniej Stronie Mocy. Z braku dobrego scifi w TV, amator książkowego świata Star Wars.

Z zamiłowania fan powieści historycznych, dobrych scifi i military sf, a ostatnio nadrabia z historią XX wieku.

Ostatnie książki

Ostatnie filmy

Ostatnie komiksy

Ostatnie seriale

wydarzenia-fb

poletko

przeczytane

obejrzane

europa-antyk

europa-korona

star wars legends

star wars nowy

potter

ender

wiek xx

prawdziwe historie

O mnie

Autor bloga popkulturka. Lubi czytać książki, oglądać dobre filmy, z natury niewolnik serialowych tasiemców. Wielki fan scifi, ale tylko wyższych lotów. Obecnie z braku dobrego scifi, amator książkowego universum Star Wars oraz wszelkiego fantasy, ponadto powieści historycznych z epoki antyku i renesansu.

więcej »

kontakt | polityka prywatności i ciasteczek

social0social01